self-publisher czyli nie ma lekko

Kłopot z wydawcą jest taki, żeby chciał wydać. Autor, tak samo początkujący jak i zawodowy jest przekonany go wyjątkowości swojej książki, ten pierwszy może nieco bardziej. Wydawca chciałby mieć pewność, że na tym zarobi. W sumie, mają jeden cel – sława i pieniądze. Jedno wynika z drugiego i nawzajem.

Często nie są jednak równie pewni sposobu na ten sukces. Książka musi spełnić kryteria ogólne i szczególne. Wydawca nie zawsze jest przekonany o niezwykłości dzieła. Jeśli autora ten sceptycyzm nie zraża, to pomimo podobnych odpowiedzi od różnych wydawców uprze się, by książkę wydać. W tym celu musi najpierw wydać nieco pieniędzy i zostać mniej lub bardziej szczęśliwym self-publisherem. Ofert pomocy w realizacji tego pomysłu jest wiele, od korekty i składu po druk, a wszystkie kosztują. Ostatnio pojawił się serwis rozpisani.pl, kolejny w tej branży. Rozpisani.pl to projekt Grupy PWN, który pomaga debiutantom w wydaniu książki i oferuje usługi od podstawowej korekty tekstu po konsultacje marketingowe i dystrybucję. Zastanawiam się, gdzie tu jest granica pomiędzy self-publisherem a zwykłym  wydaniem książki? Może to kwestia wiary – nie wierzę w twój sukces, ale chętnie na tym zarobię. Rynek takich usług wciąż rośnie. Czasem self-publisher osiąga to, o czym marzył (w tym momencie przychodzi mi na myśl jedynie Andrzej Pilipiuk i Juliusz Słowacki), często ciężko pracuje przy każdym tytule, sprzedając większość podczas wieczorków autorskich w bibliotekach publicznych..

Koszt wydania książki (kilka tysięcy złotych) jest często skutecznym argumentem skłaniającym do schowania tekstu do szuflady. Za jakiś czas może go zasponsoruje uniwersytet trzeciego wieku, urząd gminy z dotacji unijnej, lokalna gazeta lub inna podobna instytucja. Wystarczy 20 egzemplarzy, więcej się nie sprzeda, a autor będzie mógł opowiadać: wyczerpał się cały nakład!

Powyższe przemyślenia to efekt moich obserwacji i prób wydania pewnej książeczki. Kilka wydawnictw nawet przyjaźnie wypowiedziało się na temat jej treści, jedne widząc w tym moje korzyści, a inne swoje (ton ich recenzji wydał mi się zbyt euforyczny). Jeszcze inne dyplomatycznie przemilczały mój tekst. Cóż z tego… Stwierdziłem, że nie stać mnie nawet na korektę, a nikt nie odważył się na charytatywny mecenat. Nie jestem jednak wyjątkiem w tłumie nieodkrytych talentów pisarskich i uparłem się, żeby książkę wydać, cokolwiek to słowo miałoby znaczyć i jakkolwiek miałbym tego żałować. Skoro nie mam pieniędzy na normalne wydanie, niech będzie bez kosztów i bez zysków. Sława wystarczy.

Przeczytałem tekst tysiąc razy,  ale tylko raz w miesiącu i nie przeszło mi. Na uniwersytet trzeciego wieku nadal przyjąć mnie nie chcą. Poprawiłem nieco błędów, obawiam się jednak, że większości po prostu nie dostrzegam. Trudno. Złożyłem mozolnie plik pdf, ale co dalej?

Plik tkwi w internecie i nikt go nie chce. W tym momencie doceniłem nie rozumianą wcześniej pracę wydawnictwa związaną z promocją i wypychaniem tytułu z tłumu innych, równie genialnych a konkurencyjnych dzieł. Od początku odrzuciłem pomysł na rozpowszechnianie wśród znajomych i rodziny, nie tylko dlatego, że znajomych mam niewielu i zbyt sobie ich cenię.

Przyznaję, osobiście uważam pisarstwo za rodzaj choroby psychicznej, nawet jeśli jestem wdzięczny niektórym piszącym za to, że piszą. Niech to rozstrzygnie psychiatra w wolnej chwili, nie będę się teraz nad tym rozwodził. Postawiłem więc na blogowych recenzentów – bez skutku, serwisy, z których można pobrać darmowe publikacje – i nic. Są też serwisy o wszystkim i o niczym, takie jak Wykop czy Eioba. Liczyłem, że ktoś „wykopie” mój tekst na wierzch, ale to chyba marny pomysł. Serwis taguje informacje. Tag #książka #książki mają niewiele wpisów i tyle samo obserwatorów. Wszystkie te sposoby są pewnie dobre, trzeba tylko nieco cierpliwości, aż osiągnie on masę krytyczną zainteresowania.

Nie ma lekko…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s