poniedziałek

Poniedziałek zaczął się w maju. Zaczął się i trwał, bo gdy poniedziałek źle się zacznie, nie chce się zakończyć. To był chyba najdłuższy poniedziałek w moim życiu. Nadeszły wakacje i sądziłem, że dłuższy urlop przerwie to fatum. Wyjechałem do wód, jak się kiedyś mówiło, zrobiłem sobie zdjęcia na tle wszystkiego, co zgodziło się być tłem mojej osoby. Telefon nie przestał dzwonić, a ja miałem złe przeczucia, że to dzwoni nikt inny, jak tylko mój porzucony poniedziałek. Miałem rację. Wróciłem i było jeszcze gorzej.  Poniedziałek przybiegł do mnie jak stęskniony piesek, pozostawiony na długi czas w pustym domu. Stare nawyki osób, od których coś zależało, okazały się niekompatybilne z nowym oprogramowaniem, a na wszystko padł cień malkontencji…

W takich okolicznościach powrót do pracy biurowej bardziej kojarzył mi się z próbą oczyszczania szamba w trakcie ulewy stulecia.

Kończy się październik, lecz nie kończy się poniedziałek…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s